Czasem w życiu bywa tak, że chce się spróbować czegoś nowego... Po szydełkowym szale, o którym możecie poczytać na blogu między włóczką a szydełkiem, przyszła ochota na coś zupełnie innego i nowego. Hmmmm... może nie do końca nowego.
Skąd pomysł na pisanie tego bloga? Mam zamiar pokazać Wam ( i sobie 😉 ) że zamiast kupować ciągle nowe rzeczy, gonić za materialnymi marzeniami, niekoniecznie swoimi, można postawić się wszechobecnemu konsumpcjonizmowi i starać się żyć inaczej.
Będę tu przede wszystkim prezentować efekty reanimacji różnych rzeczy.
Reanimacja, metamorfoza, drugie życie rzeczy, recykling, upcykling... Jak zwał, tak zwał. Efekt ma być taki sam: uchronić przed nieodpartą pokusą wymiany czegoś na nowszy model. O ile wysłużone auto kogoś, kto nie ma zamiłowania do mechaniki, a nie chce stwarzać zagrożenia na drodze warto, a nawet trzeba wymienić, o tyle wiele rzeczy w naszych domach już niekoniecznie.
Niebawem pojawią się pierwsze instrukcje jak krok po kroku tchnąć życie w nadgryzione zębem czasu sprzęty.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz